Bohaterem spotkania z cyklu „Znane i nieznane losy bliskich”, które odbyło się 26 lutego 2025 roku w bibliotece w Łazach, był mieszkaniec Ciągowic, niestety nieżyjący już pan Antoni Janus. Dzięki zbiorom historii mówionej zgromadzonym w łazowskim archiwum mogliśmy posłuchać jego opowieści o przeszłości i losach mieszkańców Ciągowic i Młynka oraz legend z nimi związanych. Tak zaczęła się opowieść pana Antoniego: „Babcia moja Agata z domu Ziaja mieszkała na Młynku, należała do zakonu franciszkańskiego i codziennie chodziła do kościoła w Ciągowicach, przez Łazy. Wspominała, że w Łazach było wtedy pięć domów. Dziadek mój przed wybuchem I wojny światowej pracował na hucie bankowej w Dąbrowie Górniczej. Był człowiekiem oszczędnym, uskładał sobie pieniędzy, za które kupił plac i pole w Ciągowicach, w pobliżu kościoła. Proboszczem wtedy w Ciągowicach był ksiądz Jantos (były to lata 1911-1916 r.)”. I tu zaczyna się ciekawa historia: „Babcia opowiadała jak przeprowadzali się z Młynka do Ciągowic, a była to jesień 1914 roku, wybuchła I wojna światowa. Najpierw dziadek zawiózł najstarsze dzieci i trochę sprzętów do domu, zostawił je i pojechał po pozostałych domowników. Już zaczęło się ściemniać, kiedy dojechali pod las w okolicę drogi biegnącej w kierunku dworu w Rokitnie Szlacheckim. Droga polna, dziury, błoto, licha fura, koń słaby a babcia tak mówiła do dziadka:
-Jedźże ojciec, nie oglądaj się, jedź bo za nami świycnik idzie.
Tak – dawniej ludzie wierzyli w świyczniki, że to jakieś błądzące dusze. Dojechali do domu i ten „świycnik” ich nie doszedł”. Wysłuchaliśmy też legendy o właścicielach dworu w Ciągowicach. Pan Antoni mówił tak: „Była taka legenda, że pani Paprocka dziedziczka w naszym dworze miała syna, który był już starszy i powiedziała do niego:
-Wzioł byś nicponiu, ubroł się i poszedł do kościoła. Zobacz ładna pogoda, patrz ile ludzi idzie z Poręby.
Akurat przechodzili koło dworu, aby dojść do kościoła w Ciągowicach. On wziął strzelbę osiodłał konia i pojechał w las. Strzelił do jelenia. Okazało się, że on go tylko ranił i jeleń skierował się w stronę bagna, a Paprocki na koniu za tym jeleniem w bagno i utonął razem z nim”. Ciekawie opowiadał pan Antoni o społeczności Ciągowic: „Ludzie utrzymywali się głównie z rolnictwa, każdy prowadził niewielkie gospodarstwo. Sporo osób zaczęło pracę na kolei w Łazach, w fabryce w Porębie, na cementowni w Wysokiej. Biednie było, ale wesoło, zabawa co niedziela. W Ciągowicach były trzy garncarnie, ponieważ występowały tutaj duże pokłady gliny. Kopano ją na terenach, które należały do wspólnoty. W Ciągowicach była też kopalnia Kamila. Jej pokłady rozlegały się na polach dworskich. Kopalnia ta była dość długo, dużo osób w niej pracowało czynna była praktycznie do II wojny światowej. Węgiel z tej kopalni przewożony był do Zawiercia, do fabryki akcyjnej, ale żeby go przewieźć wykonano drogę. Wykładano ją kawałkami drewna i usypywano, stąd wzięła się jej nazwa „drewniana droga”. Pokłady węgla w Ciągowicach były niskie. Tata mój też w niej pracował za „ślepra”. Węgiel przewożono wózkiem drewnianym z drewnianymi kółkami. Górnik z przodu ładował węgiel do tego wózka. W nim mieściło się około 100 kg. Przyczepiony był do niego sznur, który zaciągało się na ramię i trzeba było na kolanach wyciągać ten wózek z węglem pod szyb, nie było żadnej mechanizacji. Nie dało się wyprostować, była to bardzo ciężka praca”. To tylko namiastka opowieści pana Antoniego o przeszłości jednej z miejscowości gminy Łazy. Zachęcamy również do zapoznania się z udostępnionymi przez pana Antoniego Janusa fotografiami, które dostępne są na stronie https://zbioryspoleczne.pl/archiwa/PL_2060 jednostka archiwalna PL_2060_001_0021, gdzie zamieszczone są 32 fotografie ze zbiorów rodzinnych. Na kolejne spotkania z historią mówioną zapraszamy w każdą ostatnią środę miesiąca do Biblioteki w Łazach o godzinie 16:00.